Wiosenna Malta
Czas rozpakować prezent od Świętego Mikołaja i rozpocząć nową przygodę.......
niedziela, 26 maja 2013
wtorek, 7 maja 2013
Dzisiaj ostatni wieczor w miejscowosci Sliema i zakonczenie dnia bardzo zaskakujace. Ponizej zalaczamy kilka zdjec (patrz na numerki) a po skonczeniu wlasnie otwartej butelki stolowego wina do naszej kolacji powinien pojawic sie opis......
Kilka dni temu wpisywalem pierwsze informacje z wyprawy na Malte, dzis pisze niejako podsumowanie. Niby, zupelnie tak jak w zyciu, najtrudniejsze sa poczatki i zakonczenia, tak tutaj calkowicie zostawilem na powrot do domu uzupelnienie tresci do zdjec i przezyc codziennych, a z glowa pelna emocji i lekkosci w slowach skoncetrowalem sie na prologu i epilogu. Zazwyczaj piszac szkolne wypracowania usilnie szukakem inspiracji, by wydusic z siebie jakies zdanie, Malta tych bodzcow dostarczyla nam szczegolnie wiele na przywitanie i na samo pozegnanie.
Chwile skladajace sie na nasza przygode przelecialy ogromnie szybko, choc jak zwykle w podrozy wydaje sie, ze wydazylo sie przeciez tak wiele. Moze nie powinienem sie zbytnio chwalic, ale kazdego dnia, niemalze od godzin sniadaniowych towarzyszylo nam wino. Ot lekkie, gaszace pragnienie, przewaznie biale 'Delicata', zmieszane z woda lub nie, dla wygody przelewane w butelke plastikowa, aby szlane opakowanie zbytnio nie ciazylo w podrozowaniu, do slodkiego lub slonego, na sloneczna lawke gdzies nad zatoka lub deszczowa wiate przystankowa w centrum miasta, najpopularniejszy (oczywiscie zaraz po herbacie) napoj bogow i pospolstwa. Juz ktoras z rzedu wyprawe, ze znana nam stanowczoscia i systematycznoscia (czy slysze jakies szepty o upartosci?) , postanawiamy sobie, aby czesc wspomnien, zupelnie jak list w butelce, korkowac i przewozic do domu w postaci tegoz trunku, ale, ale... nie mowie tu o tych tanich kilkueurowych pozycjach z polki sklepowej, naprawde potrafimy sie postarac. To taki haczyk dla wspomnien, ktory wraz z charakterystycznym dzwiekiem szarpanego korkociagu przywola mile wydarzenia i pozwoli powrocic myslami w odwiedzane miejsca lub zwyczajnie przypomniec sobie usmiech spotkanych ludzi. Ba, nawet spacjalny mebel do domu nabylem, aby zwiekszajace sie zbiory w koncu znalazly nalezyte miejsce i zwolnily przestrzen niepostrzezenie ukradziona stolowemu krzeslu. Tyle tylko, ze z zawartosci mojej komody do tej pory moglem pchwalic sie znajomemu podroznikowi, czy tez moze bardziej z hisorii, ktora kazda butelka ma do siebie przypisana, lecz napewno nie enologowi. Do tej pory, czyli wlasnie do dzis.
Mozesz myslec co chcesz, ale jestem przekonany, ze TA butelka po prostu na mnie czekala. Z limitowanej edycji, najzamienitszego maltanskiego producenta, ktora zostala wyprodukowana dla upamietnienia waznej, historycznej dla kraju chwili, opieczetowana maltanskim krzyzem i etykieta zrobiona z jubilerskim kunsztem. Cala partia zaledwie niespelna 3700 zakorkowanej doskonalosci, poszukujaca nabywcow w winiarniach na calej wyspie juz od czterech lat. Wydatek wcale nie taki szkujaco wysoki, choc wymagajacy nazwijmy to - przemyslenia. Sprzedawca, czlowiek pelen pasji do swojego zawodu, nie szczedzil nam czasu i duzo opowiedzial i o samym produkcie, o charakterystyce i historii winiarstwa w swoim kraju. Coz, najwyzszy czas wzbogacic swoja polke o cos ciekawszego, pomyslalem, ogladajac butelki szczelnie zawiniete w papier i skrywane w eleganckich pudelkach. Wracam wiec dnia nastepnego juz z postanowieniem i przekonaniem o slusznosci decyzji. Jeszcze raz prosze o pokazanie mi recznie robionej karafy z ciemnego szkla i sprawdzam numer seryjny. 3609, czyli ostatnia setka z produkcji. Eszz, rece mi drza, ale prosze o pokazanie kolejnego pudelka. Zrozumiale jest, ze chcialbym jakis nizszy numerek, niczym w totka wylosowac, skoro te z poczatku linii produkcyjnej sa bardziej cenione i wrecz traktowane niczym numizmaty przez kolekcjonerow. Kolejny strzal i pare oczek w gore, cholera no, to nie w te strone mialo isc. Nastepna - jeszcze wyzsza cyfra. Wlasciciel sklepu mowi znaczaco puszczajac oczko, wiecie, nie chce tu wszystkich pergaminow rozwijac, bo potem widac, ze ktos przy nich majstrowal, a klient krzywo na to patrzy, sami rozumiecie. Przede mna sciana, pod sufit zapakowana cennym trunkiem, a w kazdym pudelku losowo wrzucona przez producenta butelka. Zebralo sie juz kilku innych klientow, wkoncu nie ja tylko zakupy chce zrobic. Obsluga nas opuszcza, jednak na odchodne rzucajac slowa - obsluz sie sam, wybierz kartonik, ktory wpadnie ci w oko. Jak chcesz, wejdz na drabine. Wiec wchodze. Tu bor, tu las.. przekladam opakowania i wyciagm jedno ze spodu polki. Schodze ostroznie i odwijam zabezpieczenie. Numer seyjny 0002, jeszcze raz.... numer seyjny 0002. Co? Spogladamy z Kasia na siebie z niedowierzaniem, a ja zastanawiam sie czy mam sie przyznawac, czy nie. To tak jak w kolekturze totka klient prosi o sprawdzenie losowania dajac kupon obcej osobie w rece, ktory wart jest szesc poprawnych skreslen. Przyznawac sie, czy nie co wlasnie ktos powierzyl w twoje rece? Hallo Mister, wybralem sobie jedna, numer jest calkiem ok... niemalze wykrzyczalem.
To byly bardzo przyjemnie wydane pieniadze, choc wiem, ze wczesniejszy wlasciciel z zalem sie rozstawal z czyms, co mial tuz pod swoim nosem. Pakowal nasz zakup cmokacjac, ze chetnie sam by sobie ja zostawil, gdyby tylko o niej wczesniej wiedzial, jednak szczerze usmiechal sie mowiac, ze jest zadowolony, ze wino trafia do nowego dobrego domu. Prawda jest, ze przez te pare chwil, kiedy pierwszego i drugiego dnia bladzilismy miedzy sklepowymi polkami, zdazylismy troche o sobie opowiedziec i mam nadzieje, ze z wzajemnoscia polubic.
Tak to oto historia z zakonczenia podrozy zapewe stanie sie kolejna przygoda na mojej drodze, wydarzeniem poczatkujacym nowy rozdzial w kwestach podejscia do wina, jego zbierania i wyszukiwania bialych krukow. Moze rowniez przez ten pryzmat patrzac wplynie na inne aspekty mojego zycia dajac szersze spjrzenie, a moze po prostu rzucajac nowe swiatlo na to, co do tej pory pozostawalo w cieniu. Bo kazdy poczatek jest konczem czegos, a koniec poczatkiem czegos nowego. I to powoduje ze kazda podroz, czy ta krotka, czy ta dluga jest tak pasjonujaca i pelna niezapomnianych historii.